Figurki

Siedział nad biurkiem, dłubiąc precyzyjnie w jeszcze bezkształtnej masie.
– Co robisz? – spytała zza pleców żona.
– Buduję sobie pomnik – odparł z dumą.
– Pomnik? – dopytała z niedowierzaniem.
– Tak, pomnik.
– … trwalszy niż, ze spiżu? – zapytała kpiąco.
– Z białka i cukru i czegoś tam jeszcze, to chyba nie trwalszy – wytłumaczył. – Skąd w ogóle miałbym spiż wziąć? I jak niby nad biurkiem miałbym coś z niego odlewać? Mam puścić wszystko z dymem? – lekko zdenerwowany jej dziwnym pytaniem, wykonał o jeden ruch ręką za dużo i odciął nożykiem fragment masy.
Zacisnął wargi w złości, ale nic nie powiedział.
– No już dobrze, lep sobie ten pomnik. Tylko uważaj, żeby coś złego z tego nie wyszło – pogłaskała go po głowie i poszła do swoich zajęć.

Masa powoli nabierała zaplanowanych kształtów i szczegółów. Co prawda produkt tej wielkości ciężko było nazwać pomnikiem. Najwyżej pomniczkiem, a i to była zbyt poważna nazwa, dla tak małej figurki, ale czy to było istotne? Ważne, że przypominało jego samego.

– Skończyłeś już? – spytała żona, znudzona codziennymi obowiązkami.
– Prawie. Podejdź i zobacz. Czy nie podobny?
Podeszła zaciekawiona efektem, jaki to osiągnął mąż, po wielogodzinnej dłubaninie. Oglądała dokładnie figurkę, ale coś jej nie pasowało, tylko jeszcze nie wiedziała co. Dół był w porządku, środek też, za to z górą było coś nie tak. Wrzuciła mózg na wyższy bieg i dokładniej przyjrzała się górnej części figurki. Potrzebowała kilku chwil, by rzec – Jakieś takie bez życia to jest.
– Bez życia? – wziął gwałtownie z jej rąk figurkę i przejechał jakimś małym narzędziem kilka razy w okolicach oczu. – A teraz?
– Teraz lepiej. Widać pewne podobieństwo – odpowiedziała żona, porównując pomniczek z mężem.
Sięgnął do szuflady i wyjął z niej drugą figurkę, podobną do pierwszej, tylko krótszą, ale za to szerszą.
– Ciebie też zrobiłem, tylko jeszcze dodam życie, żebyś nie mówiła, że trupy produkuję – i z uśmiechem na ustach poprawił już wprawniej twarz figurki. Z oczu zaczęła bić iskierka życia, choć przecież był to tylko zlepek białek i cukrów i innych pomniejszych elementów.
– Ładna. Ładniejsza od tej pierwszej – oceniła żona.
– Bo podobna do Ciebie – odpowiedział z czułością w głosie.
Postawili figurki na biurku, jedna obok drugiej i przypatrywali się im w ciszy. Chociaż były nieco kanciaste i toporne, a jedna na dodatek jakaś taka kostropata, to każdy zauważyłby podobieństwo do ich twórców, a właściwie twórcy, bo przecież żona w procesie tworzenia udziału nie brała, a jedynie jej obraz wyciągnięty z głowy męża posłużył jako wzór dla drugiej rzeźby.
– Wiesz, że nie mogą tutaj zostać? – powiedziała żona, przerywając ciszę.
– Wiem – odpowiedział mąż z lekkim smutkiem.
– Gdzie je postawisz?
Mąż popatrzył w górę i wpadł w lekkie zamyślenie. – Gdzie będzie im najlepiej? – zapytał w myślach samego siebie. Przeleciało mu przed oczami kilka miejsc, ale tylko jedno nadawało się idealnie.
– Zaniosę do ogrodu, tam będzie im dobrze – oznajmił po chwili namysłu.
– Do ogrodu? – powtórzyła jego słowa żona. – One to nie my. Są małe i bezradne. Nie boisz się, że się zgubią?
– Będę miał na nie oko – odparł pewnie.
– A nie boisz się, że Ci coś zniszczą?
– Sama powiedziałaś, że są małe. Co więc takie małe rzeźby mogą zrobić? Jabłka mi zjedzą? – zaśmiał się ciepło w kierunku żony.
Wziął figurki w dłonie i poszedł w kierunku ogrodu. Żona patrzyła na to z daleka. – Lepiej, że robi to, niż miałby nic nie robić – powiedziała sobie w myślach i zajęła się swoimi sprawami.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s